Konkurs Literacki, edycja 3, 2015 – rozstrzygnięcie

Jury 3 edycji Konkursu Literackiego imienia Henryka Berezy – w składzie: Artur Daniel Liskowacki, Emilia Walczak (Plateaux – wyróżniona w 1 edycji Konkursu) i Marta Zelwan (Krystyna Sakowicz) – przyznało nagrody i wyróżnienie:
– 1 miejsce: Babidło Agnieszki Jelonek-Lisowskiej
– 3 miejsce: Gratuluję! Wygrał pan w Loto Dominika Flaszyńskiego
– wyróżnienie: Pięć opowiadań i miniatury Klaudyny Błaszczyk.
Miejsca 1 i 3 zostały uhonorowane edycją książkową.

fotorelacja z uroczystego rozstrzygnięcia 3 edycji Konkursu

Agnieszka Jelonek-Lisowska
Babidło
Z powodzi feministycznej prozy Babidło wynurza się jako twór samoswój – zwiewny, a zarazem bardzo realny, drapieżny, a pełen delikatności i poezji, szalenie serio, a równocześnie mrugający okiem w przebłyskach czarnego humoru. Opowieści z życia kobiet – ukazanych od dziewczęcego dzieciństwa, przez młodość i dojrzałość, aż po role babci – to u Agnieszki Jelonek-Lisowskiej narracje zanurzone w rzeczywistości powszedniej, wypełnione codzienną krzątaniną, troską o rodzinę i dom,  pracę i wypoczynek po niej – wciągane jednak – jak ich bohaterki – w ciemne wiry depresji, lęku, nagle objawionych pragnień. Babidło, kobieta z ogonkiem, istota szamocząca się ze sobą i gorsetem swoich obowiązków i ról społecznych, to przebudzony niespodzianie demon i – równocześnie – ofiara piekła kobiet. Jelonek-Lisowska ukazuje ją jako nadnaturalnie wrażliwą, czującą skórą i zmysłami, zachłanną na życie, a przy tym subtelniejszą od zaprogramowanego na działanie mężczyzny, ale właśnie przez to rozpaczliwie niepotrafiącą sobie poradzić z intensywnością własnych doznań i dotkliwością świata wokół. Ta proza życia, za którym czai się szaleństwo, rodzi się jednak z dyscypliny i unika nadmiaru ekspresji. Budowana ze zdań oznajmujących, czerpiąca z języka współczesności, podatna na jego gry, bywa też dyskretnie ironiczna. Mówiąc więc żartem, można ją też polecić mizoginom, unikającym pouczeń ze strony feministek. Ani się spostrzegą, a babidło wejdzie im w krew.
Artur Daniel Liskowacki

Dominik Flaszyński
Gratuluję! Wygrał pan w Loto

Dominik Flaszyński w finale 3 edycji Konkursu nie wziął się znikąd. Internet podpowiada, że jego przygoda z piórem trwa już od jakiegoś czasu. Dla przykładu: w 3 edycji konkursu Wydawnictwa Miejskiego Posnania pod tytułem „Poznań fantastyczny. Miejska paralaksa” jego opowiadanie Portal zdobyło jedno z wyróżnień, dzięki czemu trafiło do pokonkursowej antologii. Wiem o tym, ponieważ podczas mojej pracy w jury 3 edycji Konkursu Berezy, natrafiając na prace bardziej frapujące językowo niż reszta, zaglądałam do sieci w poszukiwaniu
jakichś śladów autora, jakichś informacji o nim. Zwykła ludzka ciekawość. No i jest: Dominik Flaszyński, autor, którego język frapuje czytelnika po pierwsze tym, że już po kilku początkowych zdaniach książki Gratuluję! Wygrał pan w Loto można ocenić jego doskonały warsztat. Widać, że naczytał się w swoim życiu niemało literatury, uległ dobrym, klasycznym wpływom (o czym za chwilę) i teraz włada piórem niczym chirurg lancetem – precyzyjnie, zdecydowanie, świadomie. Że bardzo dobrze zna tego swojego „lancetu” możliwości.
„Józef, jak co dzień, wyszedł z pracy o 16. Jak co dzień dołączył do strumienia ludzi opuszczających biuro o tej porze. Jak co dzień szedł po ażurowych płytach chodnikowych, spod których próbowała przedzierać się trawa. Jak co dzień trawa została zdeptana przez kilkaset nóg i rozpoczęła kolejną żmudną próbę wzrostu, która zostanie brutalnie powstrzymana następnego dnia rano”.
To, że Dominik Flaszyński bardzo lubi klasykę światowej literatury, ujawnia już w motcie do swojej książki, pochodzącym z Procesu Franza Kafki. Zresztą, nie będzie nadużyciem twierdzenie, że Gratuluję! Wygrał pan w Loto to jest właśnie swego rodzaju gra, zabawa z autorem Przemiany – że to jest współczesna wersja Procesu lub Zamku. Przekaz jest podobny.
Kilka słów o fabule. Główny bohater książki – a jakże, nie kto inny, jak właśnie Józef K.,
urzędnik zaczytujący się w Czarodziejskiej górze Tomasza Manna – pewnego dnia dowiaduje się, że wygrał w tytułową grę liczbową, co drastycznie, jednym cięciem (lancetu?) przecina natrętną rutynę jego życia. Jego przewidywalną codzienną systematyczność, metodyczność, a także bezradność wobec tej jego zmechanizowanej rzeczywistości. Wygrana w Loto „wyrywa go ze schematu”, jak pisze Flaszyński. Ale właśnie – zamiast uszczęśliwiać go, wprawia w jeszcze większą frustrację. Na kartach książki obserwujemy coraz cięższe zmagania bohatera z faktem wygranej w Loto. Skąd my to znamy? Nieustannie pragnąc zmiany, gdy już ona nastanie, wtem okazuje się, że teraz chcemy czegoś zupełnie innego; że nie o to nam chodziło. Marzenia rozmijają się z rzeczywistością. Mówiąc kolokwialnie: i tak źle, i tak niedobrze. W tym egzystencjalnym kontekście książkę Dominika Flaszyńskiego najtrafniej jest określić mianem prozy życia.
Emilia Walczak

Klaudyna Błaszczyk
Pięć opowiadań i miniatury
Czas jest wehikułem tych opowiadań, samochód syrena rocznik 58, wóz konny ze snopkami i pociągi TLK – czas i ta nieduża przestrzeń wewnątrz czasu, którą każdy jest w stanie zająć osobiście.
Świat małych zdarzeń tworzą krótkie, wyraziste obrazki, miniatury rzeczywistości, które wielka historia niedługo pogubi, znikną jak spółdzielnie produkcyjne, stare fabryki cukierków, kompot ze śliwek dąbrówek i kury leghorny. Można się obawiać, że to samo czeka czas obecnie teraźniejszy, na razie „dróżniczka obchodowa” ciągle jeszcze odwiedza miejsca, gdzie trzeba dokonać przeglądu torów, podokręcać śruby.
Lekki żart, trochę nostalgii i zmysł spostrzegawczy są zaletą tych opowieści o świecie bliskim, który się oddala, o czasie, który się zatrzymuje albo nawet zmienia bieg i jest to wszystko realne, chociaż autorka nie kryje, że pewne rzeczy warto sobie jednak wyobrazić.
Marta Zelwan

do numeru 14 (4/2015) kwartalnika literacko-kulturalnego „eleWator” dołączona jest, wybrana losowo, jedna z dwóch nagrodzonych książek