copyright © „Twórczość” & Grzegorz Robakowski
WYPISKI
(26.8.1998, 28.8.1998, 29.8.1998, 30.8.1998, 31.8.1988, 1.9.1998, 2.9.1998, 3.9.1998, 5.9.1998, 6.9.1998, 8.9.1998, 10.9.1998, 11.9.1998, 12.9.1998, 13.9.1998, 14.9.1998, 15.9.1998, 19.9.2001, 27.9.2001, 3.11.2001)
(26.8.1998)
Thomas de Quincey (1785-1859), Ostatnie dni Immanuela Kanta – przełożył, wstępem i posłowiem opatrzył Artur Przybysławski – robią na mnie wielkie wrażenie ze względu na przedmiot narracji, nie ze względu na nią samą.
W niej jest wyraźne piętno stylistyki prawie jeszcze osiemnaste wiecznej, można by sobie wyobrazić, że tak by o życiu Kanta mógł opowiedzieć na przykład Ignacy Krasicki.
Walorem narracji de Quinceya są rzeczowość i precyzja, one nadają siłę temu, co się opowiada o końcówce życia Kanta.
Autor musiał być z pewnością świadomy atrakcyjności narracyjnej procesu destrukcji osobowościowej takiego geniusza jak Immanuel Kant.
W samym przebiegu tego procesu nie ma nic szczególnego, to musi wyglądać podobnie u każdego człowieka w zaawansowanej starości, jeśli nie dołączają się do tego szczególne okoliczności.
Grecka – chciałoby się powiedzieć – klasyczność tego, czego doświadcza Immanuel Kant, jest w moim odczuciu darem losu szczególnie dla niego, jest należną mu nagrodą,
Ostatnie słowa Kanta – „Es ist guf” – de Quincey tłumaczy rzeczowo: „Jt is enough”, czemu w polszczyźnie musi odpowiadać jeszcze bardziej rzeczowe „Wystarczy”. Daje to trzy całkowicie różne sensy najprostszych słów, jakimi pożegnał się ze światem jeden z największych filozofów –
(28.8.1998)
Szymon Wróbel, list do niego:
Drogi Szymonie,
nie spodziewałem się, że otrzymam po Oniriadzie list podobny do tego, jaki napisałeś po lekturze Epistoł.
Wiedziałem, że Oniriada to dla Ciebie większy szkopuł i bardziej szczególny, niż mógłby być dla kogokolwiek innego.
Rozumiem, że czujesz się zmęczony i boisz się mojej wydawniczej erupcji.
Tego się nie bój, nie chciałbym teraz niczego wydawać nawet wtedy, gdybym miał jakąś możliwość.
Byłem wprawdzie przez sierpień „rekwizytem muzealnym”, nagrywano ze mną rozmowy i filmowano mnie na wszystkie sposoby, ale jestem prawie pewien, że nic z tego nie wyjdzie albo bardzo mało.
Czułem się w trakcie tego wszystkiego nie jak przedmiot, byłem jak własny trup, bardziej mnie to męczyło psychicznie niż fizycznie.
Wszystko, co ty zrobiłeś dla mnie w swoich listach, jest dla mnie dobrodziejstwem i wspaniałym darem.
Nie mogę się nadziwić, że zdobyłeś się na tak wielki wysiłek, żeby się do mnie, do mojego pisania, dobrać tak zasadniczo.
Wydaje mi się, że dobrze rozumiem to, co w obydwu listach napisałeś, nad wieloma ich sformułowaniami będę się jeszcze zastanawiał.
Listy różnią się od siebie pod wieloma względami, list po Epistołach jest dla mnie renesansowy lub romantyczny, list po Oniriadzie barokowy lub klasycystyczny.
Aż dziw, że mi się tak układają te kategorie, ten układ jest dla mnie samego intrygujący. Jeśli miałoby się kryć w tym samo głupstwo, to i tak pozostałaby z niego wskazówka, że zdaję sobie sprawę z wielkiej kunsztowności listu po Oniriadzie.
W liście po Epistołach nazwałeś oksymoron „kamienistym traktem Prawdy”, w liście po Oniriadzie przeszedłeś nim wielką odległość, zaszedłeś tam, gdzie chciałeś dojść.
Nie umiem Ci wyrazić, jakby należało, mojego przejęcia i mojej wdzięczności za Twój wspaniałomyślny wyczyn.
Pozdrawiam Cię najserdeczniej –
Henryk –
(29.8.1998)
Władysław Kopiński, w rozmowie Mój ojciec, Julian Stryjkowski (dla Elżbiety Sawickiej) – „Plus Minus” 1998 nr 35 – mówi z nawiązaniami do rozmowy z Amiramem Gonenem Julian Stryjkowski, brat Mordechaja.
Nie mam podstaw do kwestionowania opowieści Władysława Kopińskiego, ale trochę inaczej to i owo pamiętam.
W okresie, gdy doszło do podpisania, na prośbę Juliana Stryjkowskiego, dokumentu w sprawie Władysława Kopińskiego (mniej więcej połowa lat sześćdziesiątych) przeze mnie i przez Marcina Czerwińskiego, mówiło się, że sprawa ojcostwa jest jawna, wydaje mi się, że jako syn on się u Stryjkowskiego pojawiał, Hania mówiła mi, że syn już o wszystkim wie.
Widziałem go u Stryjkowskiego co najmniej dwa razy.
On sam mówi teraz, że Stryjkowski powiedział mu o tym dopiero przed siedmiu laty.
Całą rozmowę przeczytałem z wielką uwagą –
(30.8.1998)
Marek Nowakowski, opowiadanie Czarny Olek i Generał – „Życie Warszawy” 1998 nr 202, dodatek „Sobota” – całkiem zabawne, całkiem niezłe.
Narracja całkowicie wolna od komentatorstwa, materia narracyjna mieści się bądź w świadomości głównej postaci (Czarny Olek), bądź w świadomości środowiskowej, ona zastępuje kompetencje bezosobowego narratora.
Jest więc tak, jak było w najdawniejszych opowiadaniach, kiedy przedmiotowość opowiadań Nowakowskiego nie była artystycznie anachroniczna.
Oby to był znak regeneracji artystycznej pisarstwa Marka –
Sławomir Radon, artykuł Pożegnanie epoki – „Plus Minus” 1998 nr 35 – pod hasłem końca nagród Fundacji Alfreda Jurzykowskiego.
Sporo informacji o Alfredzie Jurzykowskim (1899-1966), Fundacja Alfreda Jurzykowskiego istnieje od roku 1960, nagrody są przyznawane od roku 1963.
Autor artykułu jest historykiem z Krakowa, w artykule coś niejasnego –
(31.8.1988)
Thorsten Becker (ur. 1958), duży fragment powieści Piękne Niemcy (1996) – „Literatura na Świecie” 1998 nr 3, przełożyła Katarzyna Leszczyńska – świadczy o umiejętnościach beletryzacji publicystyki politycznej, ona stanowi główny przedmiot narracyjnej obróbki.
Wszystko w tej narracji rozgrywa się w językowej materii publicystycznej, parodia i groteska – one też są w użyciu – nie naruszają w niczym publicystycznych fundamentów –
Justyna Jaworska, recenzja Uwaga, poeta (o Systemie jedynkowym Filipa Zawady) – „Twórczość” 1998 nr 9 – prawie entuzjastyczna i w swoim entuzjazmie wiarygodna.
Autorka recenzji nie tyle wnika w materię poetyckiego debiutu, co orientuje się w środowiskowym kręgu jej funkcjonowania, to jej pozwala na trochę dziwne zdanie końcowej partii tekstu: „Przy odrobinie szczęścia i reklamy ma szansę zostać poetą może nie kultowym, jak Bursa czy Świetlicki, lecz w dobrym sensie popularnym” –
(1.9.1998)
Dariusz Nowacki, recenzja Beze mnie (o powieści Mariusza Bielaka Tyle światów, ile zechcesz) – „Twórczość” 1998 nr 9 – jest próbą pisania z czysto formalnego obowiązku, gdy się coś pisze, ponieważ obiecało się to napisać.
O powieści Mariusza Bielaka nie ma nic do napisania, więc się wymyśla to i owo, żeby powstał pozór ciągłego tekstu.
W tej męce pisania chwilę ulgi daje pochwała Głowy konia Marka Gajdzińskiego, którego się wcześniej lekkomyślnie zlekceważyło.
Dobre i to –
(2.9.1998)
Tadeusz Pióro, w przeglądzie amerykańskim – „Twórczość” 1998 nr 9 – mnóstwo żartów z amerykańskich dyskusji intelektualnych o kosmitach.
Podsumowuje je finał przeglądu: „W obliczu tak świetnie funkcjonującego systemu wiary, po cóż nauka i rozum? Ano choćby po to, bym mógł zadać kłam szwagierce, która twierdzi, że pod arcyludzką fizjonomią Roberta Tekielego dostrzegła diaboliczne oblicze kosmity” –
Jacek Sempoliński, w rozmowie Nie ma królestwa (1997) dla Piotra Kosiewskiego – „Twórczość” 1998 nr 9 – dobre mówienie konfesyjne.
Sempoliński chce możliwie prawdziwie nazwać to, co jako malarz robi, nie starając się, żeby cokolwiek teoretycznie lub filozoficznie rozstrzygać.
Ta chęć jest sympatyczna, dla tej sympatyczności chce się zapis rozmowy uważnie przeczytać –
Jerzy Lisowski, Portret pewnej cywilizacji – „Twórczość” 1998 nr 9 – jest hołdem dla Claude’a Backvisa i w szczególności dla jego dzieła Panorama poezji polskiej w dobie baroku.
Tekst Lisowskiego jest osobisty, wiarygodny we wszystkim i jak najmniej okolicznościowy (poza nekrologowym dopiskiem w finale) –
(3.9.1998)
Goście, około piątej przyszli Bohdan Zadura, Tadeusz Pióro i Darek Foks, około szóstej Zadura i Pióro wyszli (do Węgrów), został Darek Foks, czekaliśmy na Andrzeja Sosnowskiego, Andrzej przyszedł, gdy Darek musiał wychodzić na pociąg.
Rozmowa z Darkiem Foksem o doświadczeniach czasu wojny, Foks ciągle wracał do moich dzisiejszych snów i do wydarzeń skierniewickich.
Wczoraj pożar zniszczył ten fragment miasta, którego ruiny dziś mi się śniły.
Z Andrzejem Sosnowskim rozmowa o poetach śląskich z przyległościami.
Mówiliśmy o krytyce śląskiej, o Krzysztofie Uniłowskim, Dariuszu Nowackim i o Cezarym Kęderze.
Sądy Andrzeja nie są sprzeczne z moimi, myślimy o nich podobnie –
(5.9.1998)
Czesław Miłosz, w rozmowie Czy poeci mogą się lubić? (dla Ireny Grudzińskiej-Gross) – „Gazeta Wyborcza” 1998 nr 208 – parę ciekawostek personalnych, znajomość z Józefem Czechowiczem, neutralna wypowiedź o korespondencji z Jarosławem Iwaszkiewiczem, stosunek do Josifa Brodskiego –
Krzysztof Rutkowski, w felietonie Energia trzynastego słupa (rocznica śmierci Xiężnej Diany) – „Plus Minus” 1998 nr 36 – ukłon za ukłonem w stronę Marii Janion: „Wampiryczny świat nie lubi prostych uczuć i jasnych sytuacji”.
Tym razem felieton ma być z wdziękiem –
Krzysztof Masłoń, omówienie pod tytułem Misjonarze (o Listach 1946-1969 Jerzego Giedroyca, Jerzego Stempowskiego) – „Plus Minus” 1948 nr 36 – wzorowo czołobitne, z przywołaniem wiersza Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego z Prosto z Mostu o Stempowskich.
W cytatach z Jerzego Stempowskiego zawsze mnie bawią jego rozpoznania literackie (tu Witold Gombrowicz, Aleksander Sołżenicyn, Czesław Miłosz, Marek Hłasko) –
Robert Jarocki, artykuł Anka i jej siostry (o córkach Anatola Mühlsteina) – „Plus Minus” 1998 nr 36 – mało dla mnie atrakcyjny, przeczytałem go ze względu na nazwisko Mühlstein.
To nazwisko występuje w powieści Idzie skacząc po górach, Jerzy Andrzejewski mówił mi, że to nazwisko skojarzył ze mną, epizod z Mühlsteinem ma się odnosić do mnie i do mojej historii z Markiem Hłaską –
Benigna Sojecka, zadzwoniła do mnie około czwartej (do drzwi), zapytała, czy może u mnie usiąść, poprosiłem ją, weszła, usiadła.
Wygłosiła zdanie, że jest bardzo samotna.
Wstała i wyszła.
Zrobiło to na mnie wrażenie –
(6.9.1998)
Włodzimierz Galewicz, esej Hamlet, czyli pułapki racjonalnego działania – „Twórczość” 1998 nr 9 – imponujący solidnością roboty.
Autor zna wszystko co trzeba, żeby zanalizować postępowanie Hamleta w zgodzie z „postulatem wszechstronnego namysłu”.
Bez takiej obligacji mógłby całkiem inaczej działać Fortynbras, który tym się różni od Hamleta, że odrzuciłby taki intelektualny postulat.
Przy lekturze tego wybornego eseju przypominały mi się sytuacje u Andrzeja Łuczeńczyka w Gwiezdnym księciu, ale także w opowiadaniu Ciemna woda ze zbioru Przez puste ulice.
Eugeniusz Kabatc, referat Polski Hiob we Włoszech (Stanisław Brzozowski wobec kultury włoskiej) – „Twórczość” 1998 nr 9 – był wygłoszony na konferencji w Uniwersytecie Łódzkim (1997).
Kabatc spreparował tekst z cytatów, głównie z korespondencji, Stanisława Brzozowskiego.
Bardziej to cytatowa gawęda literacka niż tekst o uchwytnych akademickich założeniach.
Stylistyka cytatów niekiedy kompromitująca, Stanisław Brzozowski był intelektualistą w bardzo polskim wydaniu –
Aneta Wiatr, esej Szlachtuz, matecznik, buduar… – „Twórczość” 1998 nr 9 – zawiły, czasami jakby trywialny, czasami, może, naiwny, generalnie chyba za długi, ale w finale nabiera polotu.
Finał wydobywa Telimenę, z Telimeny robi sztandar, pośrednio i może nawet wbrew autorce oddaje sprawiedliwość Gombrowiczowi, ideę Trans-Atlantyku przekształca w realność, w uniwersalność instynktu życia, koniecznego kurestwa, poprzez które spełnia się to, co się spełniać powinno.
Apoteoza lafiryndowatej Telimeny jest śmiała, w apoteozie narracja eseistyczna uskrzydla się i rekompensuje dłużyzny eseistycznego prologu, jego historycznoliterackie zakręty i wiry, wyrównując ich bezużyteczność użyciem apoteozy przeciwko naszej świętej krowie, przeciwko Norwidowi –
(8.9.1998)
Don Cupitt, Dziedzictwo starych religii – „Plus Minus” 1998 nr 36 – jest fragmentem książki Po Bogu w przekładzie Piotra Sitarskiego.
Bardziej to intelektualna żurnalistyka niż pisarstwo eseistyczne.
W tym pisaniu jest klarowność myślenia o sytuacji metafizycznej człowieka w świecie z umarłym Bogiem.
Nie byłoby nadużyciem, gdyby się powiedziało, że pośmiertne życie Boga jest lepsze od Boga żywego, jest to podobne do doskonalszego istnienia po śmierci tych, których kochamy.
W tym tekście jest wiele świetnych sformułowań, te sformułowania są nazwaniem tego, co się samemu myśli o swoim doświadczeniu wewnętrznym –
(10.9.1998)
Darek Foks, zadzwonił przed piątą z dworca, był w Warszawie, dobrze mi się zdawało, że szedł przez moje podwórko około czwartej.
Zapytał o Bohdana, bo w Puławach go nie zastał telefonicznie, powiedziałem, że Bohdan ma przyjechać jutro.
Darek zapracowany, pisze wiersze i prozę –
Przyszedł – niespodziewanie – około piątej, zadzwonił, tak mówi, do żony i dostał zgodę na przyjście do mnie.
Przyniósł wódkę, chaotycznie i fajnie nam się rozmawiało, a to o Wrocławiu, a to o serii Nowa Proza Polska.
Zdziwiło Darka, co powiedziałem, że przyznano dotację nie tylko na książkę Adama Ubertowskiego, ale także na książki Krzysztofa Jaworskiego i Adama Wiedemanna.
Przerwanie publikacji serii nie wynika z konieczności.
Mnie zdumiało, czego się dowiedziałem o Adamie Borowskim, o Adamie opowiadał Darkowi Filip Zawada.
Darek zaglądał u mnie do Systemu jedynkowego Zawady.
Najwięcej rozmowy o Ronaldzie Firbanku, piliśmy toasty za niego, za mamę i tatę Firbanka, ja mówiłem o znaczeniach takiego pisania jak jego, porównywałem to pisanie z różnymi zjawiskami literatury.
Darek powiedział, żebym tego, co mówię, nie upowszechniał –
(11.9.1998)
Stanisław Mrówczyński, artykuł Nieobliczalna świadomość – „Polityka” 1998 nr 37 – jest popularną relacją o poglądach Rogera Penrose’a o świadomości człowieka, głównie na podstawie Nowego umysłu cesarza (1989).
Relacja Mrówczyńskiego (fizyk jądrowy) jest czysto sprawozdawcza i nie ma w sobie tego dramatyzmu, który się wyraża w esejach Barbary Czochralskiej.
W twarzy Penrose’a (zdjęcie) jakaś dziwność, w oczach prastary smutek Rodzaju –
Jerzy Jarniewicz, opis Angielskiego pacjenta i analiza przekładu Wacława Sadkowskiego dwóch powieści w szkicu Trzy zapałki, czyli Ondaatje by Night – „Literatura na Świecie” 1998 nr 4-5 – precyzyjne aż do wzorowości.
Autor traktuje z dystansem założenia tłumacza Angielskiego pacjenta i powieści W lwiej skórze, ale jest jak najdalszy od dezaprobaty.
Sadkowski styl poetycki narracji Michaela Ondaatje zastępuje stylem opisowym, uzwyklając tym samym uniezwykloną narrację kanadyjskiego autora.
Coś takiego jakbym wyczuwał przy lekturze Angielskiego pacjenta –
(12.9.1998)
Tadeusz Pieronek, w rozmowie Szwindelek z Panem Bogiem (rozmawia Mikołaj Lizut) – „Gazeta Wyborcza” 1998 nr 214 – dużo zręczności.
Najważniejsze słowa o wypowiedzi Józefa Glempa o krzyżach na Żwirowisku: „Sam byłem zdumiony oświadczeniem Księdza Prymasa. Sądzę, że był to skutek braku koordynacji” –
Czesław Miłosz, pierwsza część rozmowy Zaraz po wojnie (z Joanną Gromek) – „Plus Minus” 1998 nr 37 – dotyczy stosunków literackich w Warszawie w latach trzydziestych i częściowo w czasie wojny.
Nic szczególnego w wywiadzie, ale Miłosz już się nie odcina od Iwaszkiewicza w sensie poetyckim, sam siebie sytuuje między Awangardą i poezją Iwaszkiewicza.
W opisie stosunków pod koniec wojny i powstańczej ucieczki wzmianki o Janisławicach pod Skierniewicami i raz jeden wzmianka o dworze w miejscowości Żelazna.
Czyżby Miłosz jak ja był na pogrzebie Marii Rodziewiczówny w Żelaznej.
Nie umiem zlokalizować Janisławic, jakbym słyszał taką nazwę, ale z żadną stroną okolicy Skierniewic nie potrafię tego skojarzyć –
(13.9.1998)
Janusz Głowacki, pamiętam o jego dzisiejszym jubileuszu, trudno uwierzyć, że to już, znam go pełne lat czterdzieści, z tego trzydzieści pięć lat to co najmniej zażyłość, z czasem przyjaźń.
Dziś często myślę, że znalazł się on bardzo wysoko na mojej myślowej liście ludzi najbliższych.
On prawie nie jest dla mnie źródłem cierpienia, jest niezmiennie źródłem radości.
Z nim mi najweselej, gdy jesteśmy razem, gdy sobie z wszystkiego żartujemy, dziś by mi pomógł w udręce, gdyby był w Warszawie.
Robert Borkowski (?), dwie recenzje (Gry i ludzie Rogera Caillois i Historia wojen Johna Keegana) – „Opcje” 1998 nr 3 – jak repetycja lektury (Caillois), jak zawarcie znajomości z czymś nieznanym.
Książka Johna Keegana mogłaby się przydać przy lekturze Bicza Bożego Adama Ubertowskiego –
Małgorzata Łukasiewicz, referat z Zürichu Szansę happyendu – „Powinowactwa z wyboru”, „Śmierć w Wenecji”, „Powrót Prozerpiny” – „Literatura na Świecie” 1998 nr 3 – precyzyjny doskonały w swojej analityce, uwagi (okolicznościowe) warto zapamiętać, o Powrocie Prozerpiny niczego już nie da się pomyśleć (nie mówiąc o napisaniu) bez świadomości tego, jak ten utwór czytała Małgorzata Łukasiewicz –
German Ritz, studium Iwaszkiewicz i przekłady z Georgego – „Literatura na Świecie” 1998 nr 3, przekład Małgorzaty Łukasiewicz – jest rzetelną analizą trzech wersji translatorskich Georgego w Polsce: Wacława Rolicz-Liedera, Jarosław Iwaszkiewicza i Stefana Napierskiego.
W studium jest dobrze zarysowana poetycka i intelektualna hierarchia trzech polskich zbliżeń do poezji Georgego.
Tekst Ritza czyta się w przekładzie Małgorzaty Łukasiewicz bez najmniejszych wątpliwości –
(14.9.1998)
Dorota Filipczak, pośród różnych tekstów tej autorki w numerze kanadyjskim szkic o trzech polskich przekładach powieści Margaret Atwood.
Szkic Gilead jest w was – „Literatura na Świecie” 1998 nr 4-5 – zawiera nader skrupulatną analizę przekładów.
Autorka koncentruje się na przekładzie Opowieści podręcznej (w oryginale Handmaid’s Tale), w którym tłumaczka – Zofia Uhrynowska-Hanasz – wymija lub ignoruje istotne odniesienia stylistyczne do Biblii i innych tekstów –
W(ystan) H(ugh) Auden, ponowna lektura tekstu Ronald Firbank: świat amatorski (1961) – „Literatura na Świecie” 1994 nr 12 – dla sprawdzenia, jak to się czyta po lekturze Zdeptanego kwiatuszka w całości.
Tekst Audena jest narracją artystyczną, autor tworzy swój poetycki ekwiwalent tego, czego dotyczy narracja w Zdeptanym kwiatuszku. Ekwiwalentem jest prywatna wizja Edenu, którą się transformuje w narrację Zdeptanego kwiatuszka.
Przynajmniej jeden aspekt utworu Firbanka został przez Audena uchwycony sugestywnie: rajskość, bezbolesność tego istnienia, które chce się widzieć, o którym się opowiada –
(15.9.1998)
Mavis Gallant (ur. 1922), opowiadanie Muzułmańska małżonka (ze zbioru From the Fifteenth District 1979) –„Literatura na Świecie” 1998 nr 4-5 – chyba przy najlepszej woli nie do przeczytania.
Dla mnie jedyna atrakcja to kwestia, dlaczego ten utwór przełożył sam Andrzej Sosnowski, ze względu na to próbowałem to przeczytać –
(19.9.2001)
Andrzej Turczyński, wczoraj i dziś systematyczna lektura Zęba mądrości (bez notatek).
Narrację Cień i milczenie czyta się, jakby się piło ukraińską wódkę, upija ona i uzdrawia, nic to, że jej smak ostry.
Upija w Zębie mądrości wolność od metod i metodologii, opowieść jest swobodna, chaotyczna, raz się Iwaszkiewicza rozumie głęboko, raz płytko, raz narracja jest stylistycznie wyszukana, raz trochę pretensjonalna.
Nie ma to istotnego znaczenia przy zasadniczej czystości narracyjnych intencji, przy autentycznej potrzebie tego pisania, przy jego prawdzie –
(27.9.2001)
Na promocję Zęba mądrości w kawiarni Czytelnika przyszedłem punktualnie o wpół do szóstej, był już Wacław Tkaczuk, rozmówki z Bogdanem Gutkowskim, dosiadł się do nas Piotr Müldner-Nieckowski.
Impreza zaczęła się dziesięć po szóstej, dwa zdania powiedział Jerzy Lisowski, dwa zdania od wydawcy Bogdan Gutkowski.
Całą przygotowaną mowę wygłosił Wacław Tkaczuk, mowa bardzo dobra.
Swój tekst czytałem z mówionymi wtrętami (trwało to chyba dwadzieścia minut), reakcja słuchaczy uprzejma (tekst w „Twórczość” 2001 nr 10).
Po mnie czytał fragment Zęba mądrości Ignacy Gogolewski i po czytaniu wygłosił własną mowę o zasługach Jarosława Iwaszkiewicza (wystawienie Dziadów w roku 1955).
Na sali było ponad trzydzieści osób, w części towarzyskiej rozmowy z Barbarą Czochralską, z Wacławem Tkaczukiem, z Bogdanem Gutkowskim –
(3.11.2001)
W audycji „Tygodnik Literacki” – Program II – rozmowa w stałym składzie (Iwona Smółka – autorka audycji, Tomasz Burek, Piotr Matywiecki) o Zębie mądrości.
Przy niedocenianiu pisarskości Zęba mądrości (pisarskości w głębszym sensie) znaczenie księgi Andrzeja Turczyńskiego uznaje się bez zastrzeżeń.
Tomasz Burek nie lekceważy eseju Turczyńskiego o Czerwonych tarczach i interpretacji Pasji błędomierskich.
Wszyscy troje wytykają Turczyńskiemu kiksy stylistyczne i faktograficzne (często słusznie), rozumiejąc, że chodzi o rzeczy marginesowe.
W zasadzie słuchałem tej rozmowy bez sprzeciwów i bez częstego przy słuchaniu tej audycji wzburzenia.
Dobre i to, bardzo bym chciał, żeby księga Andrzeja Turczyńskiego znalazła takie uznanie, na jakie zasługuje –
Henryk Bereza
książki Henryka Berezy / teksty Henryka Berezy / epistoły Henryka Berezy / o Henryku Berezie napisali / galeria zdjęć Henryka Berezy